piątek, 14 stycznia 2022

TRAVELS / PODRÓŻE - ALGHERO ( Sardegna part 1/ Sardynia cz. 1 )

 "Dare to live the life you've always wanted"


" Odważ się żyć życiem, którego zawsze pragnąłeś "




W listopadzie udało mi się zrealizować mój kolejny podróżniczy plan, czyli polecieć na Sardynię i złapać jeszcze przed zimą w Polsce ostatnie ciepłe promienie słońca. Na Sardynii byłam wcześniej tylko raz, w okolicach Cagliari, dlatego bardzo cieszyłą mnie perspektywa zobaczenia wyspy od drugiej strony. Sardynia słynie bowiem z  najpiękniejszych włoskich plaż, pysznego lokalnego jedzenia oraz gościnności mieszkańców. 

Do Alghero wylecieliśmy z Katowic i to bardzo wcześnie rano ( po godzinie 6:00 );  zatem sporą część nocy spędziliśmy na trasie Poznań- Katowice. Zaskoczyła mnie szczerze liczba ludzi, która postanowiła podobnie jak my zwiedzić Sardynię poza sezonem. Na miejscu przywitało nas słońce i niemalże wiosenna pogoda :-)  Do samego Alghero udaliśmy się z lotniska autobusem ( bilety warto kupić w automacie na lotnisku - koszt około 1 Euro).

 ***

In November, I managed to implement my next travel plan, it means to fly to Sardinia and catch the last warm rays of the sun before winter in Poland will come. I have been in Sardinia only once before, near Cagliari, so I was very happy to see the island from the other side. Sardinia is famous for the most beautiful Italian beaches, delicious local food and hospitality of the inhabitants.

We had a departure to Alghero from Katowice, early in the morning (after 6:00); so we spent a large part of the night on the Poznań-Katowice route. I was honestly surprised by the number of people who, like us, decided to visit Sardinia in the off-season. We were greeted by the sun and almost spring weather :-) We went from the airport to Alghero by bus (tickets are worth buying from the machine at the airport - cost about 1 Euro).

Airport/lotnisko

Alghero to malutkie miasteczko otoczone od strony morza dawnym murem obronnym, którego spore pozostałości można podziwiać do dzisiejszego dnia. Chronią one przede wszystkim niezwykle urokliwą starą część miasta, w której znajduje się wiele licznych restauracji oraz malutkich i urokliwych sklepików oferujących zarówno pamiątki jak i lokalne produkty.

Alghero nie bez powodu określane jest mianem "małej Barcelony" -  gdyż oprócz sardyńskiego oraz włoskiego nizewykle popularny jest tutaj język hiszpański. Część przodków obecnych mieszkańców przybyła tutaj bowiem w około XIV wieku z okolic Katalonii.

Jeśli chodzi o samo miasteczko to do jego głównych atrakcji należy zaliczyć starą część miasta, piękną promenadę pośród palm położoną zaraz przy brzegu morza, stare obronne mury, z których można podziwiać wshody i zachody słońca oraz katedrę. My mieszkaliśmy  w samym sercu starego miasta w przeuroczym apartamencie, który wynajmowaliśmy od rodowitych mieszkańców Sardynii.

Alghero była zarówno naszą bazą noclegową jak i bazą wypadową, dzięki czemu mogliśmy zwiedzić mieszczące się w okolicy miasteczka. O dalszych punktach naszej wyprawy opowiem Wam w kolejnych 3 postach z serii  a tymaczsem zapraszam  Was do obejrzenia galerii zdjęciowej :-)


Polecieć na Sardynię : https://www.itaka.pl/nasze-kierunki/wlochy/sardynia.html


***


Alghero is a tiny town surrounded by an ancient defensive wall from the sea, large remains of which can be admired to this day. They protect, above all, the very charming old part of the city, where there are many numerous restaurants and tiny and charming shops offering both souvenirs and local products.

Alghero is called "little Barcelona" for a reason - because apart from Sardinian and Italian, Spanish is also popular here. Some of the ancestors of the present inhabitants came here in around the 14th century from the vicinity of Catalonia.

If we are talking about a town itself, its main attractions include the old part of the city, a beautiful promenade surrounded by palm trees right next to the sea, old defensive walls from which you can admire sunrise and sunset, and the cathedral. We lived in the heart of the old town in a charming apartment, which we rented from native Sardinians.

Alghero was for us our accommodation and base, so we could visit the nearby towns. I will tell you about the next points of our trip in the next 3 posts from the series and at the same time I invite you to see the photo gallery :-)

































































poniedziałek, 10 stycznia 2022

Kącik kinomana /Cinema lover's corner - " Psie pazury"/ "The power of the dog"

 "Przecież chodzisz do kina,

 bo widzisz w filmach odbicie rzeczywistości."


"You go to the cinema,

because you see the reflection of reality in the movies. "



Filmy to moja miłość. W przeciągu roku oglądam setki filmów ( i to niekiedy w samym kinie), dlatego jak trafi mi sie taka filmowa perełka, która nie pozwala o sobie zapomnieć i zmusza do refleksji to chętnie się nią dzielę. Dzisiaj na warsztat biorę nominowany do wielu nagród film „Psie pazury”.

Opowiada on historię dwóch żyjących na  sporym ranczu braci Phila ( w tej mistrzowsko zagranej roli Benedict Cumberbatch) oraz George’a ( w tej roli Jesse Plemons). Pewnego dnia ten drugi potajemnie przed swoim bratem zawiera związek małżeński z miejscową wdową- Rose ( w tej roli świetna Kirsten Dunst), samotnie wychowującą dorastającego syna  Petera ( Kodi Smit-Mcphee). Gdy świeżo poślubiona małżonka wprowadza się na ranczo należące do braci wówczas słynnący z niełatwego charakteru Phil od początku subtelnie daje jej do zrozumienia, że nie jest ona tu przez niego mile widziana. Sytuację dodatkowo zaostrza pojawienie się w trakcie przerwy  szkolnej jej syna, z którym złośliwy, lubujący się w przemocy psychicznej Phil powolutku stworzy swoistą relację. Film nieuchronnie prowadzi nas  do zaskakującego ( przynajmniej dla mnie) finału. 

 Reżyserka powoli, małymi kroczkami wprowadza nas w duszny, pełen ludzkich emocji świat, prezentując przy tym charaktarestyczne dla tak wielu z nas uczucie zazdrości, niespełnionej miłości, potrzeby kochania oraz bycia kochanym. Za pomocą kamery portretuje przy tym sylwetkę człowieka, który się boi, i z tego strachu uzewnętrznia najgorsze cechy swojej osobowości jednocześnie pozostając przy tym niesamowicie ludzkim.

Akcja filmu, co wielu osobom może przeszkadzać, toczy się w bardzo powolnym tempie, dzięki czemu widz ma szansę zanurzyć się w emocjonalnej warstwie filmu, a dzięki temu poczuć co w danym momencie czuć mogą jego główni bohaterowie. Jednocześnie Jane Campion stopniowo odkrywa przed nami w kolejnych rozdziałach swojego filmu potęgę pazurów psa, którego patrząc w stronę wzgórz jak mówi nam Phil zobaczy tylko ten, który tak naprawdę chce go tam zobaczyć.

Przyznam, że troszkę bałam się tego filmu ze względu na fakt, iż nie jestem fanką westernów. Tymczasem reżyserka „Fortepianu’’ Jane Campion zaskoczyła mnie  nietuzinkowym anty-westernem, który oprócz fanstycznie zagranych ról aktorskich, zachwyca widza przepięknymi zdjeciami, scenografią oraz prostą, surową i perfekcyjnie dopasowaną do klimatu muzyką.



***


Movies are my love. During a year, I watch hundreds of movies (sometimes in the cinema itself), so when I come across such a "film gem" that does not allow me to forget about itself and forces me to reflect, I am happy to share it with you. Today I am presenting you the movie "The power of the dog", nominated for many awards.

It tells the story of two brothers Phil (played by fantastic in this role Benedict Cumberbatch) and George (played by Jesse Plemons). One day George secretly marries the local widow Rose (played by the great Kirsten Dunst), who brings up her adolescent son Peter (Kodi Smit-Mcphee) on his own. When the newly wedded spouse moves into the brothers' ranch, Phil, famous for his uneasy character, from the beginning subtly makes her understand that she is not welcome here by him. The situation is further exacerbated by the appearance of her son Peter during a break from school, with whom Phil, who is malicious and fond of psychological violence, slowly creates a specific relationship. The film inevitably leads us to a surprising (at least for me) finale.

 The director slowly introduces us into a stuffy world, full of human emotions, with small steps, presenting at the same time the characteristic feeling of jealousy, unfulfilled love, the need to love and be loved. With the help of a camera, she portrays the figure of a man who is afraid, and from this fear he manifests the worst features of his personality, while remaining incredibly human at the same time.

The action of the film, which may disturb many people, takes place at a very slow pace, thanks to which the viewer has a chance to plunge into the emotional layer of the film, and thus feel what its main characters can feel at a given moment. At the same time, Jane Campion gradually reveals to us in the following chapters of her film the power of the claws of a dog, whose gaze towards the hills, Phil tells us, will only see the one who really wants to see it there.

I was a little scared of this movie due to the fact that I am not a fan of westerns. Meanwhile, the director of "The Piano" Jane Campion surprised me with an extraordinary anti-Western, which, in addition to fanatically played acting roles, delights the viewer with beautiful photos, scenery and simple, raw and perfectly suited to the climate music.


Ocena/Rate : 9/10





 














pictures: internet